Chyba we wszystkich sesjach jakich uczestniczyłem, MG szczędzili środków transportu. Później okazywało się, że przez obawy. W końcu to ogromny otwarty świat, nigdy nie wiadomo gdzie gracze zawędrują. Czy mistrz z tego wybrnie? Dobrze jest mieć wszystko pod kontrolą - mówią, a ja się z tym nie do końca zgadzam. Jeszcze nie rozegrałem sesji, której przebieg byłby odwzorowaniem w skali 1:1 tego, co mam w głowie.
W mojej FATEowej Neuroshimie bohater ma naprawdę niezłą brykę, o której jeszcze opowiem. Solidny, 400-konny ciągnik siodłowy. Z sesji na sesję ewoluuje wręcz, czym zwraca uwagę wszystkich. Także tych, którzy mają lepkie ręce. Wokół wozu już jest sporo zamieszania i oddziaływania świata.
Sęk w tym, że Fate stroni od realizmu, pozostawiając pewne rzeczy aspektom czy torom presji. Nie dla wszystkich i w każdych okolicznościach to zagrało. Kierowcy np. nie spodobało się zastępowanie spalania aspektami. Na co wydawać gamble w takim wypadku? Ponadto zwykłe "jedziemy i dojeżdżamy" uważamy za bardzo lekceważące traktowanie tematu podróży. Trzeba było coś z tym zrobić.

Z tego powodu narysowałem mapę hexów, którą stosujemy na roll20, która nada się do gry w każdym symulacyjnym zestawie zasad. Na zwykłą mapę stanów nałożyłem siatkę, zaznaczyłem część miast. Wyznaczyłem granice terenów, które de facto są jałowe, piaszczyste, górzyste oraz takie, gdzie się zieleni - to jest moja Neuroshima - i moja mapa. Dzięki tym zabiegom udało się wyliczyć odległości -
hex to jakieś, nie przymierzając, plus minus 50 km. Uśredniłem, wraz z właścicielem ciągnika, że jeden
hex to jakieś 10 litrów spalania. Nie chodziło o przeliczenie co do litra, a raczej zaokrąglenie. To już jakiś punkt wyjścia. Do tego dochodzą trudności terenu (wspominałem, że jest zróżnicowany) jak i losowanie pogody oraz zdarzeń, do czego zainspirowały mnie materiały o sandboxie z bloga
Inne Światy.
Dzięki temu po pierwsze - dzieją się naprawdę ciekawe rzeczy w czasie tylko jednej wyprawy. Mamy dziesiątki zabawnych historii po sesji. Po drugie - to działa jak wędzidło na zapędy graczy, którzy mają dar gromadzenia dóbr, "kasy". Trzeba się składać, liczyć kasę, nawet jak wpadnie więcej fantów ze zbieractwa. Wóz, zwłaszcza taki bydlak, to utrzymanie. W ten sposób poradziłem sobie z tym, że lubię obdarowywać graczy. U mnie grają po to, aby się tymi itemkami cieszyć, nie tylko do nich dążyć. Dzięki środkowi transportu zapanowała pewna harmonia i równowaga. Nie można mieć wszystkiego, bo coś trzeba opchnąć, żeby było na czym poznawać stany, szukać zarobku jak i rzucać się w wir przygód.

Kolejna fajna sprawa, to zrobienie paska stanu baku. Nominalnie
roll20 wyświetlałby nad tokenem stan punktów życia postaci, ale jak widać, można znaleźć inne przeznaczenie:) Taka forma pozwala kontrolować sytuację. Każdy gracz z szajki doskonale wie, kiedy i jak należy planować wydatki, by tylko pozostać mobilnym. Musicie wiedzieć, że to istotne. Tego wozu pożąda bowiem Moloch, więc nie brakuje okazji dla wymuszeń. Element ryzyka w grze jest w zasadzie pulsujący i wyczuwalny.
Co jeśli gracze zamierzają poruszać się tylko w obszarze jednego hexa? Bierzemy średnią, rzucamy kością. Generalnie chodziło o pilnowanie większych odległości i podróży, które w obecnej kampanii, siłą rzeczy, będą. Tego, moi drodzy, mogę być absolutnie pewien:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Chodzi Ci to po głowie. Chcesz podzielić się z kimś swoją konstruktywną, przemyślaną opinią, prawda? Weź proszę kości i rzuć na pisanie.